Panie Ryszardzie, skąd w nas, poznaniakach, taki
sentyment do Wilna?
– Może stąd, że w Poznaniu jest wielu
ludzi, którzy pochodzą z kresów. Jest też grupa osób, których rodzinne korzenie
wywodzą się z samego Wilna. Tak jest też w moim przypadku. Większość z nas przez
zawirowania historyczne musiała opuścić te ukochane miejsca, jednak miłość do
nich pozostała głęboko ukryta w naszych sercach. Ta miłość jest bardzo
zaraźliwa. Także na pewno wielka tęsknota i sentyment do naszych utraconych ziem
polskich została w nas zaszczepiona przez piękne, liryczne, pełne ciepła i barw
opisy literackie. Mamy to wielkie szczęście, że czar tych miejsc został opisany
piórem Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego i Elizy Orzeszkowej. Poetyckość i
romantyczność kresów wciąż na nowo odkrywamy poprzez wiersze naszej wspaniałej
poetki Kazimiery Iłłakowiczówny, używając jej słów – wilnianki z urodzenia, a
poznanianki z wyboru. Myślę, że mogę także powiedzieć, że nikt tak szczególnie
nie jest związany z obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej, jak właśnie
poznaniacy. To samo można powiedzieć o wileńskiej Rossie, która pięknieje dzięki
ogromnemu finansowemu wsparciu mieszkańców Poznania.
Wilno jest szczególnym zakątkiem tej ziemi. Mam przyjaciela, który dziesięć lat
życia spędził podróżując między Zurychem a Paryżem. Kiedyś pojechał ze mną do
Wilna, po powrocie powiedział mi tak: „Przez tyle lat wędrowałem w Paryżu po
dróżkach, cmentarzach i miejscach, gdzie przebywali najwięksi tego świata, a
nigdy nie odczułem tak namacalnie tego, co poczułem idąc ścieżkami Wilna, gdzie
dotykałem ziemi i tych miejsc, po których stąpali Słowacki, Mickiewicz i
Piłsudski. Słowa nie oddadzą uczuć, jakich doznałem przy Ostrej Bramie. W Wilnie
skąpałem się w polskości i wreszcie prawdziwie poczułem się Polakiem”.
Tradycyjne wileńskie kaziuki stały się kolejnym
dowodem na wyjątkowość związku poznańsko-wileńskiego...
– Kaziuk, który tradycją sięga XVII
wieku, po prostu w nas żył. Przywieźliśmy go stamtąd we wspomnieniach zarówno
rodziców, jak i własnych. Moja mama ze swoją wielką wrażliwością opowiadała o
zjawisku topnienia śniegu skrzącego się w słońcu, szmeru płynących strumyków i
symfonii spływającej do rynsztoka wody, wielojęzycznym gwarze kupców i rżeniu
koni, o zapachu kaziuka. Taki poetycki obraz kaziuków pozostał w mojej
wyobraźni, dlatego tak bardzo chciałem, aby znów ożył. Razem z Jurkiem
Garniewiczem początkowo chcieliśmy, aby to święto odbywało się na placu
Wielkopolskim, bowiem jego naturalna sceneria była bliska klimatowi wileńskiego
kaziuka. Niestety, to się nie udało, w międzyczasie powstała restauracja Kresowa
i wówczas jakby naturalnie wokół niej zaczęło się to wszystko kręcić.
Pierwszej imprezie towarzyszyło około stu poznaniaków, tegorocznej... prawie
dwadzieścia tysięcy. Poznaniacy zobaczyli, że jest to święto zbudowane na
mocnych kościelno-patriotycznych filarach, na prawdziwej ludowości i przekazie
historycznym, dlatego tak szybko i mocno się z nim związali. Stale poszukujemy
powiązań między Wilnem a Poznaniem. Ze źródeł historycznych wiemy, że Władysław
Jagiełło przyjeżdżał do Poznania ponad trzydzieści pięć razy. Ponoć właśnie w
naszym grodzie, w kościele Bożego Ciała, król wypowiedział tak powszechny dziś
aforyzm: „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. Dynastia Jagiellonów obecna jest
na fasadzie poznańskiego Ratusza od ponad dwustu pięćdziesięciu lat! Już mało
kto pamięta, że obecne w Niedzielę Palmową strojne palmy i palemki, od trzynastu
lat zastępujące tradycyjne skromne poznańskie bazie, są pokłosiem właśnie
naszych kaziuków. Dodam tylko, że do Poznania przyjeżdżają ludzie z Wilna, bo
jak twierdzą, nasze kaziuki są prawdziwsze i bliższe polskiej tradycji.
Po kaziukach przyszedł czas na „Żurawiny”...
– „Natchnieniem” do powołania tej
nagrody było spotkanie z Tadeuszem Konwickim, którego twórczość była mi
wyjątkowo bliska. Ponieważ w tym wieczorze autorskim w C.K. Zamek nasze
Towarzystwo miało swój maleńki udział, postanowiłem, że zakończymy go toastem za
zdrowie mistrza wzniesionym żurawinowym kisielkiem. Był on zawsze obecny w moim
domu rodzinnym. Według Kazimiery Iłłakowiczówny, w tym wyjątkowym owocu jest
odrobina goryczy, cierpkości, kwasu i słodyczy, kwintesencja smaku. Pomyślałem,
że jest w tym głębsza myśl. Tak powstała w mojej głowie nagroda zwana Żurawiną.
Naszą nagrodę otrzymują wybitne postacie kultury, sztuki i nauki polskiej, które
wysławiają urok i piękno kresów. Naszą nagrodę, której autorem jest Władek
Saletis, otrzymali już: Tadeusz Konwicki, prof. Stefan Stuligrosz, Barbara
Wachowicz, Bernard Ładysz, prof. Andrzej Stelmachowski oraz prałat Józef
Obrembski. Smaku całej sprawie dodaje fakt, że każdego roku dokładamy wszelkich
starań, aby w naszym kisielku były prawdziwe wileńskie żurawiny...
Przejdź do >> Strony Głównej << Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej Oddział w Poznaniu